Życie erotomana

Życie erotomana
Kwartet ProForma
szkic muz. i sł. Stanisław Staszewski, aranżacja Kwartet ProForma

Jak wyspana to nieszczęśliwa,
Jak szczęśliwa to niewyspana…

To jest życie erotomanki,
To jest życie erotomana…


pochyl-galezie

Pochyl gałęzie
Kwartet ProForma
muz. i sł. Tom Waits, sł. pol. Przemysław Lembicz

Bend Down the Branches

Pochyl gałęzie
The sky’s as deep as it can be
Bend down the branches
Close your eyes and you will see
Bend down the branches

You’re like a willow
Once you were gold
We’re made for bending
Even beauty gets old
Climb the stairs they’re not so steep
Bend down the branches

Close your eyes and go to sleep
Bend down the branches

 

Niebo głębią wita dzień


Pochyl gałęzie
Zamknij oczy ? ujrzysz mnie
Pochyl gałęzie

Jesteś jak wierzba
Złota przeszłość twa
Lecz zgiąć się musisz
Piękno strawi czas
Wejdź po schodach, porzuć strach
Pochyl gałęzie

Zamknij oczy, idź już spać
Pochyl gałęzie


Serwus, OchTyVita!

Serwus, OchTyVita!
Kwartet ProForma
muz. Przemysław Lembicz, sł. Jacek Kaczmarski


Przez krakowski rynek
naruszone krzynę
przemieszcza się sine
podobieństwo Stwórcy.
Zgubiło melonik,
piersióweczka w dłoni,
kurwamacie roni
i śpiwo az furcy!

Czym giermek Jazona,
czym internacjonał ?
szkapa uskrzydlona
nadstawia mi grzbietu.
Dźgam tętno tętentu
ostrogą talentu,
z kopyt krzeszę piękno ?
małmazję poetów!

Żyję dla poezji!
? Poezji się nie zji ?
nad wiadrami frezji
gdera pani Wacia.
Miał rząd dusz, bradiaga,
a Wacia ma stragan
i za nic jej blaga
zalanego facia.

A on w śmiechach, w szlochach
zaklina, że kocha
sercem, jak u Włocha,
belcantem Italii.
Wielośpiewny lament
zdradza temperament
splątany na amen
u talii Natalii.

Kace w łóżku ćwiczy
(łóżko Różewiczem,
a niekiedy Nietzschem
zatrącić potrafi);
Nie wyjaśnią flaszki
wyborów watażki,
a cisną go łaszki
z Czerwonej Parafii.

Wóda kończy człeka.
Poezja nie czeka,
do innych ucieka
młodości kochanka.
A on jednak śpiewa
własnych rymów niewart;
dygot, panie, krewa,
delirka poranka.

Cuchnący bies w pląsach
duszę Ildefonsa
starannie wytrząsa
z sakiewki rozprutej.
W żołądkowo-gorzką
wieczność Śmierć-macoszka
nie wiezie dorożką ?
odtrutką na smutek…

Słowa, słowa, słowa,
korona cierniowa,
trza zamarynować
robaka i ? pacierz!
Przetrwa Muza harda,
lombard z lirą barda,
gnój, plebania, żandarm
i SKUMBRIE W TOMACIE!


Szklana góra

Szklana góra
Kwartet ProForma

muz. Przemysław Lembicz, sł. Jacek Kaczmarski

Zyska sławę, królem będzie
Kto na szklaną górę wejdzie.

Kto zdobędzie szczyt w błękicie
Będzie tym, kto jest na szczycie.

Lecz, choć wielu kusi wejście
Jeden tylko ma tam miejsce

A, że przecież Góra ? Szklana,
Więc dla wielu ? niewidzialna.

Nawet tym, co na jej zboczach
Szczyt się nie odbija w oczach.

Skóra Góry gładka, śliska,
Diamentowo jest przejrzysta.

I dopiero krew rozlana
Wskaże gdzie jest szklana ściana.

Więc po śladach cudzej krwi
Wiedzie wąski ślad na szczyt.

Ale nie wie nikt wśród żywych
Czy ten szlak, to szlak prawdziwy.

I niejeden całe życie
Nie wie, że już był na szczycie.

Więc się modli u stóp krzyży
Za tych, którzy padli niżej.

Po czym u ich boku spocznie
U stóp góry niewidocznej.

Zyska sławę, królem będzie
Kto na szklaną górę wejdzie…


Śmierć nie jest końcem

Śmierć nie jest końcem
Kwartet ProForma

muz. i sł. Bob Dylan, sł. pol. Przemysław Lembicz

 

Death is not the End

When you’re sad and when you’re lonely
And you haven’t got a friend
Just remember that death is not the end
And all that you held sacred
Falls down and does not mend
Just remember that death is not the end
Not the end, not the end
Just remember that death is not the end

When you’re standing on the crossroads
That you cannot comprehend
Just remember that death is not the end
And all your dreams have vanished
And you don’t know what’s up the bend
Just remember that death is not the end
Not the end, not the end
Just remember that death is not the end

When the storm clouds gather round you
And heavy rains descend
Just remember that death is not the end
And there’s no-one there to comfort you
With a helping hand to lend
Just remember that death is not the end
Not the end, not the end
Just remember that death is not the end

For the tree of life is growing
Where the spirit never dies
And the bright light of salvation
Up in dark and empty skies

When the cities are on fire
With the burning flesh of men
Just remember that death is not the end
When you search in vain to find
Some law-abiding citizen
Just remember that death is not the end
Not the end, not the end
Just remember that death is not the end           


Śmierć nie jest końcem

Jeśli smutek cię dopadnie
Gdy samotnie spędzasz dzień
Próżno łudzisz się, że kres przyniesie śmierć
I gdy wszystko co jest ważne
W jednej chwili straci sens
Wiedz, że końca wcale nie oznacza śmierć
Twoja śmierć, twoja śmierć
Zapamiętaj ? końcem wcale nie jest śmierć

Jeśli staniesz na rozdrożu
I na oślep musisz biec
Nie zapomnij ? końcem biegu nie jest śmierć
Kiedy świat dziecięcych marzeń
Niepewności skryje cień
Wiedz, że końca wcale nie oznacza śmierć
Twoja śmierć, twoja śmierć
Zapamiętaj ? końcem wcale nie jest śmierć

Gdy dokoła czarne chmury
Z których nagle lunął deszcz
Nie zakończy przecież tego zwykła śmierć
I nikogo nie ma obok
By w potrzebie pomoc nieść
Wiedz, że końca wcale nie oznacza śmierć
Twoja śmierć, twoja śmierć
Zapamiętaj ? końcem wcale nie jest śmierć

Drzewo życia wszak rozkwita
Tam, gdzie dusza wieczna jest
Bije jasny blask zbawienia
Wśród ciemności pustych nieb

Kiedy miasta staną w ogniu
Ludzkich ciał wypalą grzech
Miej w pamięci to, że końcem nie jest śmierć
I gdy próżno praworządnych
Ludzi wokół szukać chcesz
Zapamiętaj ? końcem wcale nie jest śmierć
Twoja śmierć, twoja śmierć
Zapamiętaj ? końcem wcale nie jest śmierć

Tam gdzie rosną dzikie róże

Tam gdzie rosną dzikie róże
Kwartet ProForma

muz. i sł. Nick Cave, sł. pol. Przemysław Lembicz

Where The Wild Roses Grow

They call me The Wild Rose
But my name was Elisa Day
Why they call me it I do not know
For my name was Elisa Day

From the first day I saw her I knew she was the one
She stared in my eyes and smiled
For her lips were the colour of the roses
That grew down the river, all bloody and wild

When he knocked on my door and entered the room
My trembling subsided in his sure embrace
He would be my first man, and with a careful hand
He wiped out the tears that ran down my face
[Chorus]

On the second day I brought her a flower
She was more beautiful than any woman I’d seen
I said, „Do you know where the wild roses grow
So sweet and scarlet and free?”

On the second day he came with a single red rose
He said: „Give me your loss and your sorrow”
I nodded my head, as I lay on the bed
„If I show you the roses, will you follow?”
[Chorus]

On the third day he took me to the river
He showed me the roses and we kissed
And the last thing I heard was a muttered word
As he knelt above me with a rock in his fist

On the last day I took her where the wild roses grow
And she lay on the bank, the wind light as a thief
And I kissed her goodbye, said,
„All beauty must die”
And I lent down and planted a rose between her teeth

They call me The Wild Rose
But my name was Elisa Day
Why they call me it I do not know
For my name was Elisa Day    

They call me The Wild Rose
But my name was Elisa Day
Why they call me it I do not know
For my name was Elisa Day

Tam gdzie rosną dzikie róże

Dnia pierwszego posłała słodki uśmiech mi swój
Gdy na spojrzeń skrzyżowaniu stanęliśmy wśród róż
I w niewolę mnie brał krwawy szkarłat jej warg
Kusząc smakiem wolności jaką zna dziki kwiat

When he knocked on my door and entered the room
My trembling subsided in his sure embrace
He would be my first man, and with a careful hand
He wiped out the tears that ran down my face
[Chorus]

Dnia drugiego przyniosłem jej kwiaty
Była piękna jak oddech, bicie serca i śmierć
Zapytałem czy wie, że czerwonych róż krzew
Rośnie wolny nad rzeką, zakazany jak grzech

On the second day he came with a single red rose
He said: „Give me your loss and your sorrow”
I nodded my head, as I lay on the bed
„If I show you the roses, will you follow?”
[Chorus]

On the third day he took me to the river
He showed me the roses and we kissed
And the last thing I heard was a muttered word
As he knelt above me with a rock in his fist

W dzień ostatni pocałunek niby wiatr skradłem jej
Gdy leżała bez ruchu tam, gdzie rzeka brzeg rwie
W jej uśmiechu posadziłem róży kwiat ? dziki sen
Wszystko piękne umiera kiedy kończy się dzień

Chociaż wszyscy mnie zwą Dziką Różą
Imię me to Elisa Day
Nie wiem czemu oni ciągle tak mówią
Nazywałam się Elisa Day…

Zimowy Sen

Zimowy Sen
Kwartet ProForma

muz. Wojciech Fechner (+2008), Przemysław Lembicz, sł. Przemysław Lembicz

Powoli świecy blask
Ciemności gładzi darń
Marzenie zjada czas
Przeminął gwar

Na ścianach cieni tan
Przeszywa kości szpik
Łamanych skrzydeł trzask
Sinieje świt

Na sekundę staje w miejscu czas
Potem rusza jakby spieszył dokądś się
Ten szaleniec robi tak od lat
A dookoła ? ślepośnieżnobiało…

Znowu śniegiem ziemię nakrył rok
Połamane skrzydła zbiorę, wstanie dzień
Poprowadzi mnie po nowy zmrok
Niebiańska dusza i piekielne ciało


Wódka

Wódka
Kwartet ProForma

muz. Krzysztof Gajda, sł. Krzysztof Gajda, Przemysław Lembicz

Kupię ci pęczek rzodkiewek
Poczujesz się znów jak w niebie
Ja będę patrzył na ciebie
Będę robił dziurę w chlebie

Bo wódka, wódka, wódka
To najlepsza jest odtrutka
I zapomnisz dziś o wszystkich swoich smutkach
Wódka, wódka, wódka, wódka
Moja myśl jest bardzo krótka
Wódka, wódka, wódka, wódka

Wczoraj znowu padał deszcz
Dzisiaj czuję się jak wieszcz
Kiedy piszę nowy wiersz
W mojej głowie chodzi kleszcz

Bo wódka, wódka, wódka
To najlepsza jest odtrutka
I zapomnisz dziś o wszystkich swoich smutkach
Wódka, wódka, wódka, wódka
Nasza myśl jest bardzo krótka
Wódka, wódka, wódka, wódka

Bez pracy nie ma kołaczy
A z pracą i tak nie wystarczy
Więc może gorycz i tarczyn?
To wszystko i tak nic nie znaczy

Bo wódka, wódka, wódka
To najlepsza jest odtrutka
I zapomnisz dziś o wszystkich swoich smutkach
Wódka, wódka, wódka, wódka
Nasza myśl jest bardzo krótka
Wódka, wódka, wódka, wódka