Wprost w ramiona me

Wprost w ramiona me
Kwartet ProForma

muz. i sł. Nick Cave, sł. pol. Przemysław Lembicz

Into my arms

I don’t believe in an interventionist God
But I know, darling, that you do
But if I did I would kneel down and ask Him
Not to intervene when it came to you
Not to touch a hair on your head
To leave you as you are
And if He felt He had to direct you
Then direct you into my arms

Into my arms, O Lord
Into my arms, O Lord
Into my arms, O Lord
Into my arms

And I don’t believe in the existence of angels
But looking at you I wonder if that’s true
But if I did I would summon them together
And ask them to watch over you
To each burn a candle for you
To make bright and clear your path
And to walk, like Christ, in grace and love
And guide you into my arms

Into my arms, O Lord
Into my arms, O Lord
Into my arms, O Lord
Into my arms

And I believe in Love
And I know that you do too
And I believe in some kind of path
That we can walk down, me and you
So keep your candles burning
And make her journey bright and pure
That she will keep returning
Always and evermore

Into my arms, O Lord
Into my arms, O Lord
Into my arms, O Lord
Into my arms           

Wprost w ramiona me

Nie wierzę, nie, we wszechmogącego Boga
Lecz ty, kochanie, ty dar wiary masz
I gdybym wierzył padłbym przed nim na kolana
By od wszechmocy swej uwolnił cię
By zostawił cię w spokoju
I nie zmieniał w tobie nic
A jeśli musi wskazać ci drogę
Niechaj pchnie cię w ramiona me

Wprost w ramiona me, o tak
Wprost w ramiona me, o tak
Wprost w ramiona me, o tak
Wprost w ramiona me

I w anioły też nie wierzę wcale, nie
Lecz skoro ty istniejesz to może coś w tym jest
I gdybym wierzył zebrałbym je wszystkie razem
I kazał czuwać nad istnieniem twym
Niech blask anielskich świec
Rozjaśni drogę twą
Byś jak Chrystus w chwale i miłości szła wprost w ramiona me

Wprost w ramiona me, o tak
Wprost w ramiona me, o tak
Wprost w ramiona me, o tak
Wprost w ramiona me

Ja w miłości wierzę moc
I wiem, że ty w nią wierzysz też
Więc musi istnieć jakaś droga
Którą możemy razem pójść
Więc niechaj świece płoną
I rozjaśnią drogę jej
By już zawsze powracała
Aż po wieczności kres

Wprost w ramiona me, o tak
Wprost w ramiona me, o tak
Wprost w ramiona me, o tak
Wprost w ramiona me

Wanda Rutkiewicz

Wanda Rutkiewicz
Kwartet ProForma

zarys muz. i sł. Krzysztof Gajda, aranżacja Kwartet ProForma


Gdzie jest mój szczyt?
Już schował się na dnie
Nie mam już sił
Do góry ciągle biec!

Jak ptak oderwę się od białej ściany,
Przeszyję świat schowany pod chmurami.
Wieczna biel użyczy mi najgorętszego łoża,
Ostatni z moich snów otworzą dziś przestworza.

Ziemia zbyt płaska dla mnie jest, kochani,
Wśród skał wysokich zacznę obłąkany taniec.
I tylko wiatr grać będzie ostatniego marsza.
I tylko wiatr grać będzie ostatniego marsza.

A tam, na dole, głośny lament śmiertelników
Największy pomnik wybuduje mi z pomników!
A tam, na dole, głośny lament śmiertelników
Największy pomnik wybuduje mi z pomników!

Tango aż do bólu

Tango aż do bólu
Kwartet ProForma
muz. i sł. Tom Waits, sł. pol. Przemysław Lembicz

Tango ’til They’re Sore

Well you play that tarantella all the hounds will start to roar
The boys all go to hell and then the Cubans hit the floor
They drive along the pipeline, they tango ’til they’re sore
They take apart their nightmares and they leave them by the door

Let me fall out of the window with confetti in my hair
Deal out Jacks or Better on a blanket by the stairs
I’ll tell you all my secrets, but I lie about my past
And send me off to bed for evermore

Make sure they play my theme song, I guess daisies will have to do
Just get me to New Orleans and paint shadows on the pews
Turn the spit on that pig and kick the drum and let me down
Put my clarinet beneath your bed ’til I get back in town

Let me fall out of the window with confetti in my hair
Deal out Jacks or Better on a blanket by the stairs
I’ll tell you all my secrets, but I lie about my past
So send me off to bed for evermore

Just make sure she’s all in calico and the color of a doll
Wave the flag on Cadillac day, and a skillet on the wall
Cut me a switch or hold your breath ’til the sun goes down
Write my name on the hood, send me off to another town, and just

And just let me fall out of the window with confetti in my hair
Deal out Jacks or Better on a blanket by the stairs
Tell you all my secrets, but I lie about my past
Will you send me off to bed for evermore

Fall out of the window with confetti in my hair
Deal out Jacks or Better on a blanket by the stairs
I’ll tell you all my secrets, but I lie about my past
Send me off to bed for evermore, send me off to bed for evermore


Tango aż do bólu


Kiedy grasz tę smętną piosnkę kundle zaczynają wyć
Musisz zagrać coś co znamy lub do diabła możesz iść
Czy ktoś dziś ma jeszcze siły aż do bólu tango grać
By ukręcić łeb koszmarom zanim w kość nam zdążą dać

Pozwól mi wyskoczyć oknem karnawału poznać moc
Lub rozłożyć koc na schodach i w pokera przegrać noc
Nie pytaj mnie o przeszłość wszak sekrety moje znasz
Bo odwrócę się na bok i pójdę spać

Czasem trzeba za dwie setki zagrać coś co lubi tłum
A w niedzielę do kościoła zwykle idę siąść na chór
Dwie godzinki do koncertu, warto wrzucić coś na ruszt
Po gitarę wpadnę później teraz ją pod łóżko włóż

I pozwól mi wyskoczyć oknem karnawału poznać moc
Lub rozłożyć koc na schodach i w pokera przegrać noc
Nie pytaj mnie o przeszłość wszak sekrety moje znasz
Bo odwracam się na bok i idę spać

Suknia, brokat i kolczyki, oczywiście duży biust
W maju trzeba wieszać flagi, a koszule w kostkę złóż
Światło zgaś lub wstrzymaj oddech póki minie słońca blask
Rano zrobisz jajecznicę lub wyrzucisz mnie na twarz

Lecz pozwól mi wyskoczyć oknem karnawału poznać moc
Lub rozłożyć koc na schodach i w pokera przegrać noc
Nie pytaj mnie o przeszłość wszak sekrety moje znasz
Ja odwracam się na bok i idę spać

Tylko skoczę na momencik karnawału poznać moc
Lub rozłożę koc na schodach i w pokera przegram noc
Nie pytaj mnie o przeszłość wszak sekrety moje znasz
Ja odwracam się na bok i idę spać


Piosenka głuchego grabarza

Piosenka głuchego grabarza
Kwartet ProForma
muz. Marcin Żmuda, Przemysław Lembicz, sł. Krzysztof Gozdowski

Kocham swą pracę ? jestem grabarzem.

Ci, których grzebię, są już bez marzeń,
Bez żalu do świata, bez pychy i złości ?
Wyzbyte wszystkiego makiety przeszłości.
Nie dyszą już zemstą, nie łakną czułości.

Kocham swój szpadel. I cmentarz, i noc.

Ci, których grzebię, są sztywni, jak kloc.
A ja do nich mówię i śpiewam piosenki,
Bez strachu, że zadrwią, że wyjdą w pół dźwięku ?
Wciąż śpiewam wyzbyty oporów i lęków.

Ja kocham piosenki. I kocham swój świat.

A ci, których grzebię nie liczą mi lat.
Nie mówią, że kłamię, że zmyślam, że łżę.
Jak sobie pośpiewam, to jakoś mi lżej,
To jakbym rozterek w swym życiu miał mniej.

Jestem grabarzem i kocham swą pracę.
I nie chcę inaczej…

Noc

Noc
Kwartet ProForma

muz. I – Przemysław Lembicz, II – Marcin Żmuda, Wojciech Strzelecki, III – Przemysław Lembicz, sł. Konstanty I. Gałczyński

I
Noc straszliwa, straszliwa,
wiatr drzewami potrząsa,
noc jest taka świstliwa,
noc jest taka gorąca,
płynie miłość pod korą,
płynie miłość po liściach
i ptaki gubią pióra
jak ja me rękopisy.
Bo noc jest, noc jak walc.

II
Na most, na most wybiegnij, ach, trzymaj mocno bukiet,
by ci go wiatr nie wyrwał.
Twe imię jest ze szmaragdu.
Wiatr twoje włosy porusza ? znam ich tajemny alfabet
linie pierścieni i pukli, i loków. Do świtu jeszcze daleko.
Słyszysz, jak płynie noc? Przygrywa jak stare zegary
na wieżach miast zatopionych ?
twe imię jest z wiatru.

III
A kiedy noc otworzy się jak brama
i sennych rzeźb rozwinie wzór na bramie,
ty będziesz znów jak wczoraj taka sama,
zadźwięczy głos, który nie kłamie.

Na jasną dłoń upadnie ciemność słodka
i włosów puch dębowych liści dotknie.
Pochwalmy noc, że jest jak otchłań,
że spadać w nią jest tak cudownie.

A kiedy świt zastanie nas znużonych,
bitych przez wiatr i chorych jak od wina,
znów jak fortepian będzie potłuczony
ta noc, ta noc, wciąż rwąca rana.

Morze nieszczęść

Morze nieszczęść
Kwartet ProForma

muz. i sł. Przemysław Lembicz

Brzemię sztuki, przyjacielu, brzemię sztuki,
Trzepot skrzydeł wczesnym brzaskiem czy drzew szelest
Brzemię sztuki, czasem mrzonka, czasem mżawka,
Większość łże, lecz w żywe oczy wszystkim przeczy

Morze nieszczęść, przyjacielu, morze nieszczęść…

Grzeszny żywot, przyjacielu, grzeszny żywot,
Rządy żądzy, brzydki przesyt, czci ni krztyny,
Grzeszny żywot, szybka korzyść, ciężki orzech
Czy koszula bliższa grzbietu czy kałamarz

Morze nieszczęść, przyjacielu, morze nieszczęść…

Ciężkie czasy, przyjacielu, ciężkie czasy,
Krzywo patrzą, narzekają, często krzywdzą
Ciężkie czasy, że ugrzęznąć można w krzyku,
Szatan ostrzy już przezornie nóż rozpaczy

Morze nieszczęść, przyjacielu, morze nieszczęść…

Beczka śmiechu, śmiertelniku, beczka śmiechu…

Mogiły

Mogiły
Kwartet ProForma

zarys muz. i sł. Krzysztof Gajda, aranżacja i przeróbki Kwartet ProForma

Mogiły betonowych ścian
witają każdy dzień tak samo.
Tak samo schną w południa blask,
wieczorem cicho, cicho! ? umierają.

Pijanych, więc spóźnionych wciąż
prowadzą lamp zniszczonych znicze.
I szczerba tylko czasem ? czarna noc
pozwala ogrzać ? moczem ? kamienicę.

Świtem: karawan, prosektorium ?
? organizm pociąć na banknoty;
Oddawać się rachunków orgiom ?
? godzino-cięcia do powrotu.

I czasem tylko w siódmy dzień stworzenia
w trumiennych strojach defilują po alejach;
rozbabrzą zawsze martwe swe wspomnienia
aby po chwili schylić ciała do oazy cienia.

Marcinowi Żmudzie na 30. urodziny

Marcinowi Żmudzie na 30. urodziny
Kwartet ProForma

muz. i sł. Przemysław Lembicz

Niech nie zmyli was ubioru mego czerń,
Nie przerazi rozwichrzona barba negra,
Gdy na fortepianie gram,
dobrotliwy uśmiech mam,
Całe życie mógłbym tak się śmiejąc przegrać

Na muzykę mam patentów bardzo wiele,
W klawiaturze moja dusza oraz serce
Na weselu czy w kościele
podziwiają moją grę, lecz
Często myśli znacznie szybsze są niż ręce

Czasem znikam – z domu zwiewam gdzieś nad ranem,
Gdy mój pociąg do kolei głos zabierze
Muszę ruszyć hen, w nieznane,
bo tu życie pogmatwane,
Pociąg prosto zaś po stałym torze jedzie

Lub na rower wsiadam by pół Polski zjechać
Siłą mięśni, niczym więcej, los swój piszę,
Choć w podróżach się zatracam,
przecież zawsze w końcu wracam
Żeby fani mogli znowu mnie usłyszeć

Po koncercie czasem dłużej ktoś zostanie,
O Sens Życia, Wielkie Sprawy pyta mnie…
Bez wahania, z przekonaniem,
odpowiadam pełnym zdaniem,
Lapidarne, konstruktywne – eeech…

Na rozmowy zresztą szkoda tracić czas,
Czasu będzie dość gdy się spotkamy w piekle,
Że po śmierci trafię tam,
całkowitą pewność mam,
Chyba, że autobus właśnie mi ucieknie…