Hej, partyzant

Hej, partyzant
Mariusz Lubomski

sł. Sławek Wolski, muz. Mariusz Lubomski


Dziadek mówił często: „Hej Partyzant!”,
szorstką dłonią gładził umysł mój,
odchylenia wieku trzymał w ryzach,
nie popuszczał, nawet w czasie snu.
Choć kochali bardzo ojciec, matka,
wbrew miłości tężał ślepy lęk,
zamiast patrzeć w groźne oczy dziadka,
mnie wypełniał jakby wilczy pęd.

Odwieczne pytanie
jak refren stawiane:
Czy spojrzeć mam prosto w twarz?
Czy może zawczasu
uciekać do lasu
i czekać na lepszy czas?!

Dziadek mówił do mnie: „Hej, Partyzant!”,
groził palcem i podnosił głos,
nie wiem, czemu on mnie tak nazywał,
z czym się jemu kojarzyło to?
Myślał, że zabawy moje proste,
gdy w ogrodu uciekałem gąszcz,
mają w sobie jaki głębszy podtekst,
że w zaroślach znowu knuję coś?

Odwieczne pytanie…

Takie przeznaczenie: PARTYZANTKA,
wciąż po kątach kryję się jak sznur,
niby unik to, a jednak walka.
Odwieczne pytanie
jak refren stawiane:
Czy spojrzeć mam prosto w twarz?
Czy może zawczasu…

Ostatnia orkiestra

Ostatnia orkiestra
Mariusz Lubomski

sł. Sławek Wolski, muz. Sławek Wolski


W czworoboku nowych bloków słychać tęskny song.
Gra kapela jak z wesela, echo tłumi głos.
W małych oknach trudno spotkać jakąkolwiek twarz,
nikt nie słucha, cisza głucha, audytorium brak.

Muzykanci lubią tańczyć, mają długi staż.
Nerwy szarpią, choć nie warto śpiewać wtaki czas.
Dla ścisłości: paru gości przy kapeli jest
– trzech świrusów, co bez musu zawsze bawi się.

Ta ostatnia orkiestra, która grać nie chce przestać,
intonuje coś chórek, choć podwórek brak.

Dla tych paru wariatów, wbrew logice i światu,
ta ostatnia orkiestra niczym pierwsza gra!

Nagle zmiana niesłychana, jakby nowy duch.
Blok już ożył, lokatorzy biegną szybko w dół.
Stają w koło i wesoło podchwytują pieść,
teraz każdy jest odważny i króluje śmiech.
Pogłupieli ci, co mieli niewzruszonych grać,
bo granica głupim bycia słabe staże ma.
Głupie żarty, bo i prawdy trochę mało w tym,
a grajkowie ze swych powiek otrząsają sny.

Ta ostatnia orkeistra…

Spacerologia

Spacerologia
Mariusz Lubomski

sł. Sławek Wolski, muz. Mariusz Lubomski


Chciałem zrozumieć wilka wycie,
Zaszyłem się samotnie w las.
I wiodłem wilkołacze życie,
We wnyki wchodząc raz po raz.,
Chciałem zrozumieć co ptak śpiewa,
Dotykać czasem rąbka chmur,
Przesiadywałem więc na drzewach,
Skończyło się porażką znów.
Minęła naiwności pora,
To było dawno a od wczoraj.

Mam ręce w kieszeniach,
A kieszenie jak ocean
Powoli chodzę i rozglądam się.
Kieszenie jak ocean a ręce mam w kieszeniach,
Dlatego wiem, gdzie żyję, dobrze wiem.
Mam ręce w kieszeniach a kieszenie jak ocean,
Powoli chodzę i rozglądam się.
Kieszenie jak ocean a ręce mam w kieszeniach,
Dlatego wiem gdzie żyję, dobrze wiem.

Była raz chwila uniesienia,
I wchłonął mnie radosny tłum,
Poczułem z ludźmi serca drżenie,
Lecz w oczach ich był tylko lód.
Kiedyś ujrzałem ranną zorzę
i wyciągnąłem do niej dłoń,
Tak blisko byłem głębin morza,
w kałuży tkwiłem jednak wciąż.
Wynik doświadczeń i poznania,
oduczył mnie utożsamiania

Mam ręce w kieszeniach,
A kieszenie jak ocean
Powoli chodzę i rozglądam się.
Kieszenie jak ocean a ręce mam w kieszeniach,
Dlatego wiem, gdzie żyję, dobrze wiem.
Mam ręce w kieszeniach a kieszenie jak ocean,
Powoli chodzę i rozglądam się.
Kieszenie jak ocean a ręce mam w kieszeniach,
Dlatego wiem gdzie żyję, dobrze wiem.

Patrzę na ludzi, z brzegu stoję,
a wielką wodę w piersiach mam.
Zaglądam w lustro ze spokojem,
bo wiem, że to jest światła gram.
Gdy mi gorączka nagle skacze,
w kieszeni mam dla pięści chłód.
Gdy na swojej drodze śmierć zobaczę,
wykrzyczę: ta ma lekki chłód.
A póki co, spacerologia,
to moja jest ideologia.
Mam ręce w kieszeniach,
A kieszenie jak ocean
Powoli chodzę i rozglądam się.
Kieszenie jak ocean a ręce mam w kieszeniach,
Dlatego wiem, gdzie żyję, dobrze wiem.
Mam ręce w kieszeniach a kieszenie jak ocean,
Powoli chodzę i rozglądam się.
Kieszenie jak ocean a ręce mam w kieszeniach,
Dlatego wiem gdzie żyję, dobrze wiem.

Zamaluję stare tło

Zamaluję stare tło
Mariusz Lubomski

sł. Sławek Wolski, muz. Mariusz Lubomski


Zamaluję stare tło,
wleję kawę do herbaty,
ty ucierpisz znowu na tym,
mój będzie bład.

Komar utnie cichy sen,
w paczce wujek z Ameryki,
życie się nie liczy z nikim,
dawno to wiem.

Ze mną żyć to żaden zysk,
ja nie płacę, tylko płaczę,
w interesach moczę raczej,
forę i łzy.

Urząd mi zasiłek da,
ty na drogę święty spokój,
lato wróci jak co roku,
pewnie i ja.

Ty masz syna, ja mam czas,
takie rzeczy to bogactwo,
grać Francuza nie jest łatwo,
wolność to raz.

Dwa to są wolności dwie,
a gitara dześciostrunna,
ja do celu gnam po trumnach,
w jednej z nich śpię.

Ze mną żyć to żaden zysk…

Stara śpiewka, nowy styl,
wybaczanie ma uznanie,
gdyby tak zapomnieć pamięc,
zdrowy bym był.

Byłbym zdrowy, ale jak
zdjąc sandały, płaszcz i spodnie,
nie zostanie wtedy po mnie
najmniejszy ślad.

Pozostanie stare tło,
brudne plamy po ketchupie,
życie farbą to zachlapie,
czarną jak noc.

Ze mną żyć, to żaden zysk
ja nie płacę, tylko płaczę,
w interesach moczę raczej,
forę i łzy.

Zmoknięte psy

Zmoknięte psy
Mariusz Lubomski

sł. Sławek Wolski (tekst oryginalny Tom Waits), muz. Tom Waits


Zawieszone mamy łby,
łazimy niczym psy
zmoknięte.
Choć na ulicach mży,
przed nami wszystkie drzwi
zamknięte.
I nawet szczeniak wie,
że nie dostanie na czas pić i jeść,
że w budzie zimno budzie, żebędzie spał byle jak, bylegdzie,
znów ktoś powie „won!” – niech to pies!

Na karku skóra drży,
marzniemy, bośmy psy
zmoknięte.
Pogoda nam się śni,
lecz tylko nasze sny
są piękne.
I nawet szczeniak wie,
że bieg do słońca utracił już sens,
że targać łańcuch nic nie da,
że choćby wył, nie przestanie lać deszcz,
znów ktoś powie „won!” – niech to pies!

Lecz pókinosy lśnią,
nie ufaj człeku psom
zmokniętym.
Bo choć skulone są,
rozszarpać mogą dłoń
na strzępy.

I nawet szczeniak wie,
że musi wierzyć swym ślepiom i kłom,
że w strugach deszczu jest panem,
choć jedną wielką kałużą jest dom,
choć mówią mu „won!” – niech to pies!
Ooo, ooo, ooo…

Staję na głowie

Staję na głowie
Mariusz Lubomski

sł. Sławek Wolski, muz. Mariusz Lubomski

Pośród ludzi pijanych jestem jak wróg
moja trzeźwość to dla nich kula u nóg
bo jedynie na rauszu, na rauszu można się pchać
W nurt głupoty i fałszu, nawet do dna
Pośród spraw absurdalnych głupio mi wciąż
Żem naiwnie normalny, serio i wprost
Lecz gdy twarz idiotyzmy stroję jak świr
to nabieram charyzmy, wiary i sił

Staję na głowie jak nie człowiek
bo świat przed oczami mam
do góry nogami
gram idiotę, bzdury plotę
normalne gadanie
Staję na głowie jak nie człowiek
bo świat przed oczami mam
do góry nogami
gram idiotę, bzdury plotę
normalne gadanie
można skończyć w kaftanie
do góry nogami

Odrobina szaleństwa, każdy to zna
wodę życia uzdatnia, wypić się da
Odrobina wariactwa dobry to lek
Kaloryczny łyk szczęścia, wraca mi sens,
Odrobina perwersji działa jak cud
zaraz staje się lżejszy język i mózg
odrobina głupawki dzisiaj to wiem
może wiele ułatwić tobie i mnie
Staję na głowie jak nie człowiek
bo świat przed oczami mam
do góry nogami
gram idiotę, bzdury plotę
normalne gadanie
Staję na głowie jak nie człowiek
bo świat przed oczami mam
do góry nogami
gram idiotę, bzdury plotę
normalne gadanie
można skończyć w kaftanie
do góry nogami

Wolny jak cygan

Wolny jak cygan
Mariusz Lubomski

muz. Maciej Barabasz, sł. Sławek Wolski


Czuję się jak wolny cygan odlotowo
choć mój tabor zmienił się w spółdzielczy dom
Co mi ściany ja uderzam w sufit głową
Gnam do słońca i przebijam życia mrok
Wciąż do ludzi ciągnę niczym do ogniska rodzinnego
Nie mam bo nie dla mnie to
Póki wiatr majowy jeszcze łzy wyciska
nawet dym tytoniu mi roztkliwia nos

Ech cygańska dusza ma jak harmonia gra
Choć płakać nieraz chce mnie wypełnia śpiew
Ech cygańska dusza ma jak harmonia gra,
Choć płakać nieraz chce mnie wypełnia śpiew

Piję wino za cygankę rudowłosą
Przez płonący kosz na śmieci robię skok
Po trawniku na osiedlu biegam boso
A nad ranem mi ramiona rzewnie drżą

Jadą wozy kolorowe z kogutami
Rozpalone centrum miasta niczym stos
Znów strażacy się rozprawią z cyganami
Taki to już cyganerii dzisiaj los

Ech cygańska dusza ma jak harmonia gra
Choć płakać nieraz chce mnie wypełnia śpiew
Ech cygańska dusza ma jak harmonia gra
Choć płakać nieraz chce mnie wypełnia śpiew

Ech cygańska dusza ma jak harmonia gra
Choć płakać nieraz chce mnie wypełnia śpiew

Pożyczona twarz

Pożyczona twarz
Mariusz Lubomski

muz i sł. Paolo Conte (tł. Jerzy Menel)

Pożyczyć twarz od innego
to bardzo przydatna, wygodna rzecz
Z drugiej strony tę własną
dla swej publiczności też chciałbyś mieć
Wszyscy wiedzą,
że jak w karnawale masz maskę,
To część twej gry,
lecz tak naprawdę to nie jesteś ty
Bo twarz, którą miałeś to ta
odciśnięta na zawsze twarz
W twym sposobie działania dążenia
i drżenia i wciąż ją masz
W starej pasji pokusie
by naprzód wyruszyć, po prostu żyć
Wariacie nie płacz, śmiej się dalej, idź
I ciągle tęsknię za swetrem,
mięciutkim, niebieskim, wełnianym mym
Swetrem chłopca co kiedyś
za wielkim artystą mógł iść jak dym
Stał za sceną wśród swingu i łez,
że mu dano na jawie śnić
Wariacie nie płacz, śmiej się dalej i idź.