Pejzaże

Zamyka mi oczy płótno jak słońca nagły blask zza ciemnej skały
Nieudolnie zostawiony ledwo widzialny ślad – oto ja cały         
Gdzieś w środku nagle pojawiasz się ty        
A ja wreszcie zaczynam być                

Ref.:    Gdy pejzaże dopełniasz wewnętrzne                    
    To nic już nie trzeba mi więcej            
    Jak bliskości pastele                
    Jak gwasz pocałunku             
    Jak łez akwarele                 
    A wszystko to nic, a wszystko to szkic                

Powstaje obraz twój na podobieństwo me, w lustrze odbicie
I wszystko tam: początek, pełnia, śmierć ot całe życie
Tłumisz płótna jasny blask
Otwieram oczy i oto ja

Ref.:     Gdy pejzaże…

Tyle kolorów, tu czerń a tam biel, co stare to nowe
A gdy pociągasz pędzlem ostatni raz, nareszcie gotowe
Koniec wieńczysz uśmiechem swym
Od czasu do czasu wychodzę Ci

Ref.:     Gdy pejzaże…

Piosenka naiwna

Przeciąga się kartka z nadmiaru pisma         
Pióro spocone wypływa z dłoni            
Niebieszczą wersy zmęczony papier        
A myśl pośród liter pointę goni            
Rym tu i ówdzie barwi linijki            
Gdzieś puste miejsce na wenę czeka         
I oto stawiasz ostatnią kropkę            
Słowa gotowe – a więc nie zwlekaj…        

Ref.:     A więc wyśpiewaj piosenkę naiwną    
    Niechaj dźwięk w pudło gitary uderzy        
    Opowiedz historię całkiem zmyśloną        
    W którą bez trudu każdy uwierzy         
    …
    Pięknie przedziwna piosenka naiwna        

Walczą mozolnie ze strunami palce
Ze środka gitary wciąż kurz się pyli
Gdzieś tam prowadzi drabina z progów
Uśmiecha się chytrze przetarty winyl
Spada gwałtowny akord na kartkę         
Albo spokojnie na natchnienie czeka        
Aż wreszcie uderzasz w ostatnią strunę
Muzyka gotowa – a więc nie zwlekaj…    

Ref.:     A więc wyśpiewaj piosenkę naiwną     
    Niech słowo zamieszka na strunach gitary    
    Opowiedz historię całkiem prawdziwą
    Której to za nic nikt nie da wiary
    …
    Pięknie przedziwna piosenka naiwna

Rozprawa

W niedzielny wieczór po ulicy Wolności                           
Szedł  pan Piotr S. w zupełnej ciemności            
Nagle pojawił się oskarżony                                 
Zamaskowany i uzbrojony                            
Z kimś o tożsamości nieznanej                                        

Ukradli portfel, teczkę, zegarek
Denat – pan starszy – nie bronił się wcale
A gdy zatłukli baseballami
To ciało w worku z kamieniami
Utopili w rzece pobliskiej

Ref.:     Czy przyznaje się oskarżony do czynów mu zarzuconych?     
    Wysoki sądzie jestem niewinny            
    Te straszne zbrodnie popełnił ktoś inny    
    Nie zostawię dzieci, mej kochanej żony    
    Mam psa, samochód, posadę, dwa domy    
    To ja, biznesmen i filantrop słynny        
    Jestem niewinny!                    

W restauracji chińskiej państwa P.        
Oskarżony we wtorek pojawił się        
Wraz ze swoimi kolegami            
Klubu Atlas kulturystami            
Wystawić rachunek za tzw. opiekę            

P niestety zaprotestowali
Więc napastnicy zdemolowali
Wszystko co tylko zniszczyć się dało
Ofiary wyszły na szczęście cało
Gorącym olejem poparzone

Ref.:    Czy przyznaje…

W remizie strażackiej w mieście K        
Jak co tydzień trwała zabawa            
Oskarżony wypił zbyt wiele            
I uwagę swą skupił na ciele            
Joanny C, uczennicy, lat szesnaście

Wrzucił poznanej narkotyk do coli
Czym całkowicie jej umysł zniewolił
Następnie na leśnej drodze
W swym luksusowym samochodzie
Nieprzytomną zgwałcił brutalnie

Ref.:    Czy przyznaje się oskarżony do czynów mu zarzuconych?     
    Wysoki sądzie tak, jestem winny                    
    Tych strasznych zbrodni nie popełnił nikt inny        
    Lecz zostawić dzieci, mą kochaną żonę                
    One wszystkiego są nieświadome                    
    Ja biznesmen i filantrop słynny                        
    Tak, jestem winny                                

Jeśli przyznaje się oskarżony            
Do czynów mu zarzuconych            
To sąd w swej łaskawości            
Orzeka karę w wysokości            
Dwudziestu dwóch tysięcy złotych

Prolog – Epilog

słowo ach słowo
myśli posłańcu
czemu ujawniasz to
co tak ukryć chcemy
a wszystkie nasze
szczere pragnienia
przez niemoc twoja
w sercach kryjemy?        

Ref:      Czasami gdy od życia jestem zbyt uzależniony
    Z bukłaka nut i słów pociągam mały łyk
    A potem chwilą i wiecznością pijany
    W ciszę się udaje na dźwięków pełen odwyk

nuto ach nuto
serca posłańcu
czemu tak mocno
ranisz moją ciszę
a w dojmującym
myśli spokoju
nawet jednego
brzmienia nie słyszę?

Ref:      Czasami gdy od życia…

Suplement

Ref.:    Niech pozostaną po nas marzenia z lapisu            
    Niechaj pozostanie pamięć z granitu            
    Nie zostawiajmy po sobie zapomnienia                 
    Nie zostawiajmy wstydu                    

Jesteśmy tu i teraz                        
Cóż przepowiednie – nie dzieje się nic            
Ogrania nas niepokój                    
Bzdury i brednie jak człowiekiem być        
Tłumaczymy wszystko                
Z bełkotu łuskamy prawd tłuste ziarna        
Nie wiemy nic o sobie                    
Ciągle szukamy – tu kłamstwo tam prawda        

Ref.:     Niech pozostaną po nas…

Któż więc na nas czeka
Wzrok za horyzont a skarb tuż, tuż
Kochamy innych –  kochamy się
A miłość na śmietniku znów
Usycha nam jałowy mózg
Pustka wewnętrzna pożera myśl
Więc niech wszyscy wiedzą
Ważne jest jutro, nie ważne dziś

Ref.:     Niech pozostaną po nas..

Opowieść

Gdy nie istniałaś czekałem na iskrę             
Jak lampka byłem światła namiastką         
Tobą zaś były myśli me wszystkie             
A zasypiając nie chciałem zasnąć             

Ref.:     Bo będziesz tym co zawsze             
     niewypowiedziane                     
     jak zapach nagości     (jak zapach)        
     dotyk czy oddech    (dotyk)            
     i na Ciebie czekanie     (czekanie)        

I oto stałaś się i zatańczył płomień        
Ciepłem bliskości zajaśniały cienie        
Rozpalasz dłonią i gasisz wzrokiem        
Jesteś mi słowem oraz milczeniem        

Ref.:    Bo jesteś tym co zawsze…    

Odeszłaś cicho ja schowam na zawsze
To nasze piękne wspólne czekanie
Chłodno dokoła gdy płomień gaśnie
Ale nadejdziesz i światłem się stanę

Ref.:    Bo byłaś tym co zawsze…

Uciekamy w teatr

Kolejna scena, miasto nieznane        
W garderobie syf oraz obcy pot        
Wódki mały łyk, włosy potargane    
Wieczny stres i ten obłędny wzrok    

Ref:    Lecz  my uciekamy w teatr    
    Reżysera naszych dni        
    Tam scena po horyzont marzeń        
    Światła, cisza – gramy, gramy, gramy…    

Zbędny makijaż, skrzydła w jupiterach,
Tak nierzadko tekst grany jak z nut
Powietrze faluje, ludzkie uniesienia,
Ukłon za ukłonem i braw dziki huk

Ref:    Gdyż my…

Pusta widownia, to nie ten dzień
Znowu ktoś rekwizyty skradł
Zmęczenie na twarzy, roli marny cień
Dzwonek komórki i reakcji brak

Ref:    Lecz my…

Chwila bez wytchnienia, akcji szybki wir
Krytyków w gazetach zachwycony śpiew
Magiczne wzruszenia, serce w gardle tkwi
Miłość, zdrada, przyjaźń, zło, dobro, spokój, gniew…

Ref:    Gdyż my…

Trzy złote

W małym miasteczku na krańcu mapy wszyscy się znają a nie zna się nikt     
Każdy w kościele znajdzie oparcie zaś w sklepie spożywczym kredyt i wikt
Historia skrzętnie jest winem pisana na starej gazecie za nędzny zasiłek    
Brudna i smutna cicha mieścinka po prostu jedna z Boga pomyłek        

Ref.:    Ciche zapomniane          
    Tak smutno wyją psy         
    Tu życie takie tanie         
    I koniec za złote trzy         

Raz pewien w piątek a może w sobotę dwaj mali chłopcy Piotrek i Michał             
Przyszli do Maćka ten sam był w domu mamy nie było wpuścić ich nie chciał        
Lecz w końcu uległ to przecież kumple Maciek ma klocki będzie zabawa         
Lecz jakie zdziwienie bo oto Piotrek scyzoryk Maćkowi do gardła przystawia    
Michał wykręca zaś ręce chłopca i rzecze z przekąsem masz trochę kasy        
Potrzeba na fajki no nie bądź taki przecież chodzimy do jednej klasy            
Maciek nie wierzy i łzy ma w oczach sercem zawładnął dziecięcy strach        
Spogląda na szafę gdzie świnka skarbonka a w niej pieniądze na pismo o grach    
Opór daremny już brzuch rozcina stal scyzoryka lecz chłopcom wciąż mało    
Jeszcze trzy cięcia krew plami dywan na który osuwa się wątłe ciało            
Piotrek rzuca skarbonkę lecz co to zdziwienie ogarnia dziecięce główki         
Bo tam wśród skorup świnki Macieja mienią się smutno trzy złotówki            

Ref.:     Ciche zapomniane…                  

W małym miasteczku na mapy krańcach miejscu poczęcia sióstr Nędzy i Biedy        
Nie każdy w kościele znajdzie oparcie w sklepie spożywczym brak chleba na kredyt    
Historia miasteczka już zapisana butelka po winie leży przed domem                
I to już koniec tej opowieści imiona chłopców zostały zmienione                      

Ref.:     Ciche zapomniane…