Buk

Buk
Widmo

Tam w górach złotych, gdzie strumieniem wartkim
Płyną słów ludzkich wzloty i upadki

Gdzie zorzy blask na świata skraju

Buk rozłożysty ramiona rozkłada
By w porach mglistych huragany łapać

I studnie łask, i kwiaty raju

A wiatr otula cicho koronę buka skrytą wśród chmur
I szepcze mu wprost do ucha tysiące zimnych słów
A wiatr ramieniem silnym koronę buka pochyla ku ziemi
I sprawia, by czuł się winny słabością własnych korzeni

Wiekowe drzewo już sił nie ma dosyć
By wiatr uparty codzień w kółko znosić

Choć stara się i walczy wytrwale

W gniewie złotawą swą grzywą potrząsa
Bijąc się z wiatrem owoce swe strąca

Na ziemi pled, na liści szale.

A wiatr otula cicho koronę buka skrytą wśród chmur
I szepcze mu wprost do ucha tysiące zimnych słów
A wiatr ramieniem silnym koronę buka pochyla ku ziemi
I sprawia, by czuł się winny słabością własnych korzeni

Chwile

Chwile
Widmo

Wpływa blask w włosy me
Wschodni wiatr splata je
Staje czas w nieba tle
Światło gwiazd koi mnie

W głowie mej wspomnień rój
Każde z nich toczy bój
o to czy wrócić w dni
Kiedy świat piękny był

Życie z chwil ulotnych się składa
Każda z nich bytem naszym włada
Bez tych niby nic nie znaczących momentów
W naszym życiu nie byłoby jasnych zakrętów

Każda chwila jedyna nową baśń zaczyna

Pełnia gdy zimny mróz
Zbiera ciepło z naszych ust
Kiedy śnieg, biały puch
Cicho, lekko spada w dół

Życie z chwil ulotnych się składa
Każda z nich bytem naszym włada
Bez tych niby nic nie znaczących momentów
W naszym życiu nie byłoby jasnych zakrętów


Jak

Jak
Widmo

Jak łąka długa
Jak trawy wysokie
Jak niebo błękitne
I morze szerokie

Jak góry w przestrzeni rozlane, jak słońce na niebie
Tak słowa me i miłość ma dla Ciebie

Lecz co z tego, że dla Ciebie gdy Ty o tym nie chcesz wiedzieć

Słońce chyli się ku zachodowi ziemi
A w dole strumień rwie
Gada głośno, bo chce w fontannę zmienić wody swe
Ale nie wszystko da zrobić się

Jak lasy wokoło drzemiące
Jak strumień wartki i czysty
Jak konie w dal parskające
I każdy poranek mglisty

Jak światło gwiazd migocące, jak księżyc na niebie
Tak splot moich rąk z Twoimi i ciepło ich dla Ciebie

Lecz co z tego, że dla Ciebie gdy ty o tym nie chcesz wiedzieć

Słońce chyli się ku zachodowi ziemi
A w dole strumień rwie
Gada głośno, bo chce w fontannę zmienić wody swe
Ale nie wszystko da zrobić się

Słowa

Słowa
Widmo

W każdej ludzkiej głowie tworzą grunt
Czasem niebo, czasem zwykły bunt
W powietrzu, wodzie i szumie drzew
Usłyszysz wszędzie ich cichy śpiew

Na ludzkich myśli morza dnie
I te niechciane odnajdą się.

Dryfując znów
Po wzgórzach ust

Słowa mogą ranić niczym nóż
Słowa mogą koić ludzki ból
Dobre słowo znaczy więcej niż diamentów wór
Dobrym słowem rozpogodzisz smutnych twarzy chór

Sens prostych słów
Uderza znów

Pewnego dnia, zrozumiesz jak
ważne są nawet słowa te, które tak bardzo ranią Cię

W każdej ludzkiej głowie tworzą grunt
Niewypowiedziany serca bunt
W każdej ludzkiej głowie tworzą się
Często jednak nie wychodzą z niej

Ptak

Ptak
Widmo

Wzbił się lekko pod błekitu koc
mały ptak
w gwieździstą noc

Zataczał kręgi nad głowami drzew
lejąc wokoło
swój słodki śpiew

A gdy zabrakło mu wreszcie sił
na ziemi stanął
nie pamiętając, że ptakiem był.

Ogień w kominie

Ogień w kominie
Widmo

Ogień w kominie
Lśni jasnym blaskiem
A ja

Choć noc już ciemna
Choć pora późna
Nie moge spać

Patrzę jak płatki śniegu
Tańczą na okna brzegu
Wirują z wiatrem

Spokój mi w duszy dźwięczy
Strach żaden mnie nie dręczy
Smutki – zapomniane

Miękka poduszka
Przy mojej głowie
Ciepło przynosi

Białe dywany
Błyszczą za oknem
Wiatr lasy kosi

Patrzę jak płatki śniegu
Tańczą na okna brzegu
Wirują z wiatrem

Spokój mi w duszy dźwięczy
Strach żaden mnie nie dręczy
Smutki – zapomniane

Ognień w kominie
Lśni jasnym blaskiem
A ja…


Obok siądź

Obok siądź
Widmo

Czasem tylko to wystarczy
byś spojrzał na mnie kiedy spadam w dół
a wtedy chwycę się twych oczu blasku
z otchłani wyjdę prosto w szczyty gór

Obok siądź, obejmij duszę mą
nie mam już sił, nie mam już sił by żyć
proszę zamknij już moją dłoń w swej dłoni
nie pozwól odejść mi

Kartkę zalał już żal chłodny
cierpki smutek i bezsilna złość
łza jak kropla krwi po twarzy bladej spływa
rozpacz przecina mnie na wskroś

Obok siądź, obejmij duszę mą
nie mam już sił, nie mam już sił by żyć
proszę zamknij już moją dłoń w swej dłoni
nie pozwól odejść mi Obok siądź
Widmo

Czasem tylko to wystarczy
byś spojrzał na mnie kiedy spadam w dół
a wtedy chwycę się twych oczu blasku
z otchłani wyjdę prosto w szczyty gór

Obok siądź, obejmij duszę mą
nie mam już sił, nie mam już sił by żyć
proszę zamknij już moją dłoń w swej dłoni
nie pozwól odejść mi

Kartkę zalał już żal chłodny
cierpki smutek i bezsilna złość
łza jak kropla krwi po twarzy bladej spływa
rozpacz przecina mnie na wskroś

Obok siądź, obejmij duszę mą
nie mam już sił, nie mam już sił by żyć
proszę zamknij już moją dłoń w swej dłoni
nie pozwól odejść mi

Nieskończone męki

Nieskończone męki
Widmo

Wieczory długie w miesiącach sennych smutek przynoszą
Myśli cichutko po ksiąg stronicach powoli kroczą
Leniwa głowa powoli spływa między ramiona
Pióro zamiera nad pergaminem, w dzień w ciszy kona

Może się kiedyś mój los odmieni
I życie moje mnie może doceni
Póki co, mogę tak tylko gdybać
Bo końca męczarni ciągle nie widać

Świtem pobladłym, świtem bezradnym oczy otwieram
I patrzę w okno z którego jakaś nicość wyziera
Przenoszę swoje smutne spojrzenie na twarz Twą śpiącą
Dotykam bladych zimnych policzków dłonią swą drżącą

Może się kiedyś mój los odmieni
I życie moje mnie może doceni
Póki co, mogę tak tylko gdybać
Bo końca męczarni ciągle nie widać

Mgła gest codzień coraz to bardziej już mnie spowija
Czas życia mego nieubłagalnie szybko przemija
Uczucie dziwne serce gorące mocno oplata
I w takim trybie biegną miesiące i długie lata.

Może się kiedyś mój los odmieni
I życie moje mnie może doceni
Póki co, mogę tak tylko gdybać
Bo końca męczarni ciągle nie widać