O Szpitalu

O Szpitalu
Włodzimierz Wysocki


Żyłem sobie jak w Madrycie,
na Arbacie, razem z mamą,
teraz leżę tu na pryczy,
obandażowany cały.

Co nam sława, co nam Kława
(siostra nasza)? – dobry śnie!
Umarł sąsiad ten mój z prawej,
a ten z lewej… jeszcze nie.

No i kiedyś ten po lewej –
zaszkodziło mu czy jak? –
mówi do mnie: hej, kolego,
ale nogi to ci brak!

Jakże to? Nieprawda, ludzie,
toż on kłamie! Głupi żart.
Obetniemy tylko palce. –
doktor mi powiedział tak.

Ale potem ten po lewej
wciąż się śmiał i drwił za dwóch.
Nawet jeśli przez sen bredził,
też o nodze coś tam plótł.

Szydził ze mnie: Oj, nie wstaniesz,
no i z żoną… szkoda słów!
Gdybyś tylko tak, kolego,
z boku się zobaczyć mógł!

Żebym ja kaleką nie był,
żebym z wyra mógł się zwlec,
ja bym temu tam po lewej
gardło przegryzł w biały dzień!

Chcę uprosić siostrę Kławę,
koc żeby odkryła mi.
Byłby mi powiedział prawdę
sąsiad z prawej…, gdyby żył.

Przełożył: Paweł Orkisz