To nie miało tak wyglądać, to nie tak.
Nikt z nas drogi nie planował takiej krętej.
Zresztą, na co droga temu, kto jak ptak
ma przed sobą horyzonty nie zamknięte?

Dobre wiatry, niezmącone niczym sny,
zdrowe skrzydła, a pod nimi łany zboża.
Przecież tacy byliśmy kiedyś my,
ale zdarza się, że ptak wpada do morza.

Pogrążeni dzisiaj w nurtach własnych spraw,
wynurzamy głowy, by płucom dogodzić.
I wracamy, do bezbarwnych, szarych raf,
prosząc słońce, by zechciało tam dochodzić.

Prosząc słońce, by zechciało użyć sił,
co pozwolą czasem skrzydła nam osuszyć.
Wrócić wiarę, że brzmi gorzej "miał", niż "był",
i w wędrówkę znanym kluczem znów wyruszyć.


WYBIERZ AUTORA TEKSTÓW